Dedykowane oprogramowanie jako ochrona firmowego know-how

Podczas porannej prasówki znowu natknąłem się przytyk w stronę firm wspierających się w swoich procesach Excelem. Widocznie piętnowanie stosowania arkuszy kalkulacyjnych musi komuś dźwigać sprzedaż.

Pomimo iż samo narzędzie stanowi jakąś formę organizacji pracy, a “wchodząc” do firmy w roli konsultanta i widząc zbiór arkuszy Excel traktuję to jako dobry objaw (dziwi mnie jak wiele firm nawet takiej formy organizacji nie próbuje wdrażać), jednak dzisiaj chciałbym napisać o jednej z większych wad takiego rozwiązania.

Kilka lat temu nawiązał ze mną kontakt pewien przedsiębiorca działający w bardzo niszowej gałęzi branży budowlanej. Poszukiwał wykonawcy programu komputerowego LOB, dedykowanego swojej firmie, umożliwiającego wykonywanie dość zaawansowanych obliczeń matematycznych na podstawie przekazanych parametrów danej konstrukcji oraz zestawu stałych, słowników i tablic. Nośnikiem wymaganej do implementacji wiedzy i “złotym standardem” dla nowego narzędzia miał być istniejący już, stosowany w firmie arkusz Excel.

Po serii spotkań z właścicielem firmy i sformalizowaniu pewnych ustaleń (NDA) położyłem w końcu swoje ręce na wspomnianym arkuszu. Poziom złożoności tego narzędzi był dość imponujący (kto próbował napisać formułę składającą się z więcej niż 3 zagnieżdżonych instrukcji, ten wie), jednak już po chwili “dłubania” dokonałem odkrycia, że twórcą arkusza (lub jakiegoś pierwowzoru lub pierwotnej wersji) jest zupełnie inna firma, niż ta, z którą nawiązałem współpracę. Dalej, za sprawą białego wywiadu udało mi się ustalić, że właściciel firmy, dla której miałem wykonać zlecenie, był niegdyś zatrudniony w firmie, która wspomniany arkusz pierwotnie wytworzyła.

Takie były fakty, natomiast przypuszczenie moje było takie, że szeregowy (acz ambitny i przedsiębiorczy) pracownik firmy wszedł w posiadanie cennego nośnika know-how i postanowił na jego podstawie zbudować własny biznes. Co więcej, postanowił, że na nim musi się ta “sztafeta” zakończyć i uznał za zasadne zainwestowanie w dedykowane oprogramowanie, aby chronić “swoje” know-how.

Koniec końców - nie podjąłem się realizacji tego zlecenia, ale otrzymaną lekcję biznesu zapamiętam pewnie na bardzo długo i postaram się przekazać ją dalej, chociażby pisząc takie wpisy jak ten.